

"My Ludy Ziemi wracamy do Was .... "
Każda Baśń ma swój początek w Sercu Wszechświatów,
tam gdzie Wielki Duch Śni swój Sen.
Ta, zaczęła się tak...
Od niepamiętnych czasów w moim Sercu pulsuje tajemnicza miłość dla Narodu Koni.
To pewno ta sama miłość, która dziś przyprowadza ciebie tutaj - na "tą prerię".
Wiedziałam, że pewnego dnia połączę się z nimi, ale nie miałam pojęcia, że to spotaknie będzie tak żywe, że zabierze mnie w miejsca mroku, o którego istnieniu nie miałam pojęcią,
a stamtad wyłoni się krajobraz piękna. Jak potężna Rzeka to wszystko było. Jak galop.
"Ukochane Konie, tylko tak pragnę was spotykać".

Teraz widzę jeszcze wyraźniej jak Baśń tworzy rzeczywistość, w której żyjemy. Od początku mojej ścieżki Baśniarstwa, była jedna Baśń, którą opowiadałam i opowiadałam... - Baśń o Narodzie Koni, o dziewczynce, która kochała konie, a one zabrały ją na środek wszechświata, tam gdzie mieszkają Ogniste Ptaki. I tam poznała Wolność i swoje Prawdziwe Życie. (TU MOŻESZ POSŁUCHAĆ TEJ PIĘNEJ BAŚNI)
A potem ta baśń została spisana w pierwszym Tomie Księgi Baśni Ludów Ziemi "Środek Wszechświata" i po paru latach Koń z tej ilustracji znalazł mnie....
Dawno temu moja jurta stała wśród Złotych Wzgórz Kotliny Kłodzkiej, na Celestialnej Łące.
Wraz z sąsiadami zaczęliśmy śnić o Koniach.... Od lat widzieliśmy je na pastwiskach pod lasem. Pojawiały się w naszych wizjach. Śpiewaliśmy aby wezwać Konie. Zaczęliśmy naradzać się, po sąsiedzku. Zasiadaliśmy w kręgach. I choć koni jeszcze nie było, one już zaczęły uzdrawiać naszą społeczność. Postanowiliśmy wspólnie zaopiekować się małym stadem.
To właśnie wtedy, niezwykła istota, Anna Dymek, pokazała mi zdjęcia Rodziny Koni, dla której szukała domu: dla gniadej mamy około 8 lat, jej córki - około 2 lat i rocznego synka. Miały niewiele czasu. Wraz z wieloma innymi końmi "stały" u handlarza, i były tuczone w przygotowaniu na wyjazd do ubojni.
Gdy zobaczyłam te konie, poczułam że je znam. Nie mogłam przestać o nich myśleć. Pokazywały mi się gdy głeboko oddychałam, wracały do mnie w snach. One mówiły do mnie. Czasem wydawało mi się, że oszalałam. One prosiły, nawoływały abym spojrzała w mroczne niewygodne miejsca handlu końmi. To one sprowadziły mnie na tą ścieżkę, pokazując mi to czego wcześniej nie wiedziałam. Bo choć jestem bardzo świadoma okrucieństw przemysłu mięsnego jeśli chodzi o inne zwierzęta, nie miałam pojęcia o tym co dzieje się z końmi tu w kraju gdzie się urodziłam. To ta Rodzina zainspirowała mnie, abym wyruszyła do miejsc, w ktorych zdarzaja sie rzeczy, które nazywam wszechzłem, a o których wielu nie wie... lub wielu wie coraz bardziej. Wiedziałam, że mam o tym opowiadać. Bo tak jak ludzie plemienni mówią, wszystko co dzieje się w świecie niewidzialnym, w wymiarze wizji, ma odzwierciedlenie w tym co widzialne.






“Konie Krzyczą po Całej Ziemi.
Pedzą Galopem.
Cała Ziemia drży od uderzeń ich Kopyt.
To krzyczy Naród Koni.”
- słowa z Baśni
Ta Rodzina była dla mnie głosem Narodu Koni. Te konie prosiły o odnowienie Przyjaźni między Narodem Koni a nami Ludźmi, pokazując że to część naszej własnej wolności, część odzyskania godności naszego człowieczenstwa.


" Od kiedy Ludzie przestali odnosić się do Duszy Konia, od kiedy przestali obcować z końmi z poziomu Serca - powoli zapomnieli kim konie są. I dopiero wówczas mogli zacząć je wykorzystaywać, traktować przedmiotowo, i uderzać. To dlatego Duchy Koni są tak często złamane, sfrustrowane. "
słowa Ludzi z Plemienia Dine (Navajo)
Ta Rodzina zaczęła pokazywać obrazy tego co jest możliwe - nowej relacji, nowego połączenia. Konie znów mogą być naszymi nauczycielami. One wciąż wiedzą jak żyć w stadzie, wiedzą jak pokazawyć granice, wiedzą jak istnieć w zdrowych relacjach, jak chronić się nawzajem, jak istnieć razem.... jak być .. po prostu.
Razem z córeczką odwiedziłyśmy handlarza. Chciałam poznać te konie na żywo, popatrzeć im w oczy, i podziękować za to co pokazały. I stało sie wówczas oczywistym, że nie mogę ich tam zostawić, że my ludzie mamy podarować im dar… życia.
Wtedy wiedzieliśmy o nich niewiele. Dzieliły los niezliczonych koni. Mama została kupiona na targu, aby rodzić dzieci, które gdy podrosły, były sprzedawane na mięso. Jej córka i syn podrosły, i osiągnęły właśnie właściwą wagę. Miały "szczęście", że trafiły do handlarza gdzie od czasu do czasu mogły wyjść z budynku na wybieg i choć odreagować to, co dzieje się w ciasnych zakratowanych boksach.
Te konie miały w swoich oczach strach, smutek, a pomimo wszystko było w nich tyle łagodności i dobra, tyle czułości i wrażliwości. One wciąż chciały ufać, pragnęły kontaktu. Te konie niosły lekarstwo.
Ludzie rdzenni od zawsze uznawali konie za uzdrawicieli. Sama obecność konia niesie wsparcie na emocjonalnym, fizycznym i duchowym poziomie. To dlatego konie mają tak terapeutyczne oddziaływanie na ludzi chorych na depresje, ludzi wykluczonych, dzieci w trudnych dysfunkcyjnych sytuacjach. W plemiennych społecznościach kiedy mężczyzni wracali z wojny konie pomagały im leczyć sie z powojennych traum - przywracając zdrowie i harmonie na wszystkich poziomach.
Te konie były dokładnie jak pierwsze konie z jakimi miałam kontakt, gdy byłam dzieckiem i jeździłam na wakacje do dziaków na wieś na Kurpie. Pamietam, że ciężko pracowały, ciągnęły wozy pełne siana, kłody drewna z lasu, orały w polu, woziły nas po pastwisku. Pamiętam je zlane potem. A potem gdy przyjeżdżaliśmy na kolejne wakacje - już ich nie było. Znikały. Pamiętam plakaty porozwieszane na słupach telegraficznych "targ - skup żywca". Wtedy nię łączyłam kropek. Moja dziecięca wyobraźnia nie mogła tego zobaczyć.
Ta cała historia była jak mozaika znaczeń i wzorów.
Handlarz powiedział nam, że klacz Mama jest źrebna. Usłyszałam w sobie marzenie,
aby tego źrebaczka urodziła na wolności, w dobrym, nowym miejscu, które będzie początkiem nowej Wizji. Tak, by powitały go miłujące oczy ludzi. Aby przełamać wzór, jaki istniał do tej pory.
Te konie stały się dla mnie częścią kolektywnego poruszenia. Częścią wielkiej przemiany. Już wtedy usłyszałam w sobie słowo "Fundacja", ale było ono wtedy jak niezrozumiałe echo, lub jak nielogiczny szept.
Wiedziałam, że od wielu lat rzesze ludzi i wiele fundacji działa by objąć Konie ochroną. I zobaczyłam również, że ratowanie pojedyńczych koni, wykupując je od handlarzy - choć jest potężnym dziełem - to prawdziwe rozwiązanie leży u źródła, w naszej kolektywnej mentalności tego jak postrzegamy, nie tylko Konie, ale każdą formę życia na tej Ziemi.
To tak jak mówią baśnie, “ to działo sie w czasach gdy stary świat wciaż istniał a nowy nie był jescze gotwy”. Tu nie ma winnych, tych co są źli – to część wzoru, który do tej pory działał, i który już przemija, bo ten świat przechodzi potężną trasnformacje, i ta przemiana przywraca nam pamięć. A kiedy przypomnimy sobie kim są konie... i kim my jesteśmy - pewne praktyki samoczynnie przestaną istnieć.
Usłyszałam jak mi szepczą, że ta Rodzina to konie Ludu Ziemi, to nasza Rodzina. I chociaż bardzo się bałam, założyłam pierwszą zrzutkę "Ludzie dla Narodu Koni". Zwołałam całą społeczność Baśni Ludów Ziemi. Te konie były częścią Nowej Baśni. Baśń ożyła.
Kiedy tam pojechałyśmy, przez cały czas mojej córce towarzyszył bezimienny koński roczny dzieciak o łagodnych oczach i polarnej gwieździe na czole. Nie odstępował na krok, jakby wiedział po co tam przybyłyśy. No a w koniowozie są cztery miejsca...
"Mamusiu nie możemy go zostawić!" - dla Nimy było to oczywiste, a mnie było tak niezręcznie prosić ludzi o jeszcze więcej. Więc tylko nieśmiało dodałam małą ikonkę na czwartego konia w zrzutce.



* film nie zawiera dranstycznych obrazów


Zbiórkę założyłam podczas festwialu Dreamersland.... na scenie na Polanie Marzeń wzleciała Baśń o Handlu Końmi.... i z tym błogosławieństwem tuż po występie pojechałyśmy do Handlarza wplacić zaliczkę na całą Rodzinę ..i czwartekgo Konia!
I TAK ZACZĘŁA SIĘ BAŚŃ "Ludzie z Narodem Koni - Mitakuye Oyapi"
PS.
Okazało się, że czwarty koń to klacz. Nazwaliśmy ją Gwiazda.
Okazało się, że szczodrość ludzi przeszła nasze najśmielsze wyobrażenie. Okazało się, że mogliśmy wykupić jeszcze kogoś - tak trafił do nas Hucułek Czar, który stał zamknięty w boksie w mrocznym hangarze... sam, przez dlugi czas.
Gdy byłam tam ostatni raz Handlarz powiedział mi, że już kończy z tym, że potrzebuje wyjechać do miasta i zadbać o zdrowie, że to jego ostatnie konie, ostatni trasnport. Ufałam mu. Ludzie mówili mi "on tak wszystkim mówi". A ja jak Głupi Jasio, ufałam mu.

Wyjeżdżając spojrzałam za siebie... na te konie, które wciąż tam były. Jedna klacz przykuła mój wzrok... była w takim bólu, że pieśń we mnie poleciał do niej.
"Jak przetrwasz trasnport w tirze pełnym przestraszonych koni?"
A ona odpowiedziała mi:
"Wszystkie Konie. Wszystkie"
I te słowa wirowały we mnie przez dni, tydzień.
Szczerze, zakładaniae zbiórek to nie jest łatwa sprawa. Nie chciałam. Wstydziłam się.
A połamana klacz mówiła mi swoją pieśnią "wszystkie Konie".
Aż jednego dnia zwariowałam zupełnie. Zawołałam do świata o fotografa, aby pojechał tam i zrobił zjdecia WSZYSTKIM KONIOM! Fotograf jak zwykle od razu spadł z Nieba! Ale poprosiłam nie o obrazy które tworzą żal i rozpacz. Poprosiłam o obrazy które pokazują piękno tych koni.
Opublikowałam ich zdjęcia. A potem "pojechaliśmy" po bandzie. Zrzutki na WSZYSTKIE KONIE!
... i udało się! Znalazły się DOMY miłujące wśród naszych Ludzi Ziemi dla Każdego z Nich! Wyjeżdzały jeden po drugim, aż miejsce Handlarza było puste!
Okazało się, że Handlarz prawdziwie wyjechał do Miasta. Że "nasze konie" były ostatnimi końmi - zamykając ten mroczny rozdział.
Oto parę Koni z tej części Baśni... ale to nie koniec dobrych wieści tymtych początków...













Okazało się, że obie klacze z Rodziny która przyjechała do nas były źrebne... dwa źrebaczki urodziły się wśród miłujących ludzi.....
A klacz która zawołała "wszystkie konie" trafiła do Anioła fizjoterapeutki.... i z tygodnia na tydzien rozpoczęła proces uzdrawiania... teraz Nata Namari galopuje!




TAKI BYŁ POCZĄTEK...
Obecnie mieszkam z tymi pięknymi końmi w krainie Borów i Jezior....
Śnię z nimi, oddycham z nimi ... i słucham uważnie co mówią.
Mija półtora roku od momentu gdy ta przygoda się rozpoczęła.
Wskoczyłam w Nią nie wiedząc nic o koniach...
znałam je tylko z Baśni i ze wspomnień Prastarych.
Uczę się... kurs przyspieszony <3 WSZYSTKIEGO...
przypominam sobie!
Najwspanialsi ludzie z klanu "Ludzie z Narodem Koni" wspierają to dzieło! Trenerzy, Fizjoterapeuci, Weterynarze, Miłośnicy....
Ta Fundacja to nowe oblicze Baśniarstwa dla mnie... to Nowa Żywa Baśń!
To dla mnie wielki zaszczyt opowiadać ją z niezwykłymi istotami, które dołączyły jako Rada Fundacji ....
i wraz z Tobą!
Bo to jest nasza wspóna Baśń....i to jest jej Początek.